Opowiadał
mi frater Adalbertus:
Przebywałem
kiedyś w bogatym opactwie, które otoczone było wielkim i pięknym
ogrodem. Mając raz trochę wolnego czasu poszedłem się trochę po
owym ogrodzie poprzechadzać. Był słoneczny poranek, ogród był
jeszcze owiany mgiełką, krople rosy wisiały na wysokich trawach i
na gałęziach drzew. Była to pora roku, kiedy niektóre drzewa
obsypane są kwieciem, ich aromat unosił się w powietrzu dodając
ogrodowi nieziemskiego wprost uroku. Panowała absolutna niemal cisza
przerywana jedynie świergotem ptaków i brzęczeniem pszczół.
Pomyślałem sobie, że tak chyba musiał wyglądać Raj. Chodziłem
zauroczony przez dłuższy czas, aż w pewnym momencie zdałem sobie
sprawę, że właściwie nie wiem gdzie jestem. Kompletnie się w tym
rajskim ogrodzie zawieruszyłem. Przyszła mi wtedy do głowy dziwna
myśl: otóż w biblijnym Raju Adam potrafił się tak zawieruszyć,
że sam Jahwe Elohim nie potrafił go znaleźć, skoro chodził i
wołał „Adamie, gdzie jesteś?” Dziwna właściwie to opowieść:
czyżby Jahwe Elohim nie był wszechwiedzący? Tymczasem jednak
miałem bardziej przyziemny problem do rozwiązania: jak się
wydostać z ogrodu, w którym się zgubiłem? Chodziłem i chodziłem
najwyraźniej zataczając koła, bowiem co jakiś czas rozpoznawałem
miejsca, w których byłem już wcześniej. W końcu powiedziałem
głośno sam do siebie:
„Panie
Boże, wskaż mi jak się mam wydostać z tego rajskiego ogrodu.”
Przez
cały ranek nie spotkałem żywej duszy, dlatego zdumiałem się
usłyszawszy w odpowiedzi słowa:
„Jak
to, wydaję się fratrowi że jest w raju, ale chce się z niego
wydostać?”
Obejrzałem
się i zobaczyłem pod jednym z drzew osobnika siedzącego w pozycji
pół-lotosu i zatopionego w kontemplacji. Osobnik ten miał na sobie
wyświechtane portki, włosy i brodę miał długie i
nieuporządkowane, a obok niego w trawie stała para butów z
zielonymi sznurowadłami. Myślałem w pierwszej chwili, że Pan Bóg
wysłuchał mojej modlitwy i zesłał mi kogoś, kto wskaże mi drogę
wyjścia z tego miejsca. Zapytałem go więc:
„Czy
mógłbyś mi wskazać drogę wyjścia z tego rajskiego ogrodu?”
„Aha”,
odrzekł on, „myślał frater, że Pan Bóg wysłuchał jego
prośby. Ciekawe ma frater oczekiwania. A skąd frater wie, że Pan
Bóg mu wszystko tak po prostu powie? Przecież w Rajskim Ogrodzie On
sam wołał Adama pytając gdzie jest. Czy wie frater dlaczego?”
Patrzałem
na niego bez słowa, zdumiony zbieżnością tego co właśnie mówił
z tym, co przed chwilą sobie pomyślałem. On tymczasem ciągnął
dalej:
„Odpowiedź
jest prosta: Jahwe Elohim chciał, by Adam sam zadał sobie to
pytanie. I po to właśnie to pytanie zapisane jest w Księdze, by
wszyscy potomkowie Adama sobie je zadawali. Modlitwa ma być podobno
rozmową z Bogiem, a nie monologiem próśb do Niego skierowanych. To
człowiek jest stworzony po to, by służyć Bogu, a nie odwrotnie.”
Przyznam
się, że trochę mnie zniecierpliwił. Zapytałem go więc:
„Kim
właściwie jesteś, obdartusie, i co robisz w ogrodzie opactwa?”
„Kim
jestem? Hm. Jeśli koniecznie chcesz, możesz mnie nazywać
Szuszwolem ze Swarzyndza. A co tu robię? Ano siedziałem sobie pod
drzewem i próbowałem w ciszy usłyszeć odpowiedź na pytanie gdzie
jestem, póki ktoś nie przyszedł i nie zaczął robić hałasu.”
Poczem
zatopił się ponownie w kontemplacji i już nic więcej nie mogłem
z niego wydobyć. Zostawiłem go więc pod drzewem i poszedłem na
własną rękę szukać wyjścia z tego rajskiego ogrodu.
No comments:
Post a Comment